Gdybym miał w tym dniu ze sobą kamerę
pokazałbym tę kreację stąd. Nie mam materiału filmowego więc
odwołam się do twojej wyobraźni. Obiecuję sobie, że wkrótce
nakręcę taki shot, abyś zobaczył to co ja. Wycinek z dnia,
kawałek o niczym, o ludziach, o ulicy, o chwili najzwyklejszej ze
zwykłych i najważniejszej z najważniejszych, bo wydarzającej się
w tamtym, jedynym osobliwym Teraz. Wyciągnąłem się na miejskiej
plaży w Peniche, niedaleko Xakra Bar, w pełnym Słońcu, wdychałem
jod, wsłuchiwałem się w jednostajny hałas fal i śmiech dzieci
biegających po piasku przy knajpie. Chwilę wcześniej patrzyłem na
surferów, ale szybko musiałem zamknąć oczy z powodu oślepiającego
blasku wody iskrzącej się w popołudniowym Słońcu. Było mi
dobrze, zupełnie podobnie jak kiedyś kiedy delektowałem się
posezonowym spokojem wrześniowych, ciepłych jeszcze, ostatnich dni
lata nad Bałtykiem. Z tą różnicą, że teraz był listopad, nie byłem tutaj na
wakacjach i nie w głowie było mi rezerwowanie biletu powrotnego do
domu. Mój dom był tu, blisko tej plaży i blisko tego portu skąd
rybackie kutry wypływają w morze podczas gdy inne właśnie wracają
z połowów. Leżałem tak, uświadamiając sobie całym sobą swoje
położenie. Tu i teraz moje położenie jest na gorącym piasku, pod
bezchmurnym niebem, z przyjaznym jazgotem mew nad głową. Drobny
fakt, że to niedziela, tzw. dzień wolny, nic tu nie zmienia.
Wczoraj było tak samo, i przedwczoraj też. Jutro, w poniedziałek
też tak będzie, gdy tak postanowię. Przecież do plaży mam 10
minut piechotą. Leżałem tak z godzinę. Gdyby komisja
egzaminacyjna w szkole aktorskiej poprosiła mnie o zamanifestowanie
ciałem błogostanu, o odegranie takiego nastroju, to nie wymyśliłbym
niczego lepszego. To byłaby piątka z plusem. Błogostan bez ściemy.
Najlepsze aktorstwo świata bez aktorstwa. W takim stanie ruszyłem
przed siebie, do auta zostawionego na parkingu przy plaży. I tutaj
dopiero zaczyna się mój shot, krótki film, wycinek z dnia. Idę i
widzę jak świat śmieje się do mnie, piękne matki pięknych
dzieci przy Xakra Bar – wszyscy uśmiechnięci i rozbawieni,
zakochana para na piasku – głośny śmiech, mewy – śmiech na
całe gardło, Słońce – bardziej się nie da. Jakiś rybak ze
swojej łódki pomachał w moją stronę, obok przebiegł surfer z
wielką deską pod pachą – jaka piękna twarz, wystawiona do
Słońca, podekscytowana przygodą. W aucie znajoma, stara płyta
zabrzmiała jak największe odkrycie muzyczne ostatniego czasu. Mijam
roześmianych kierowców jadących z naprzeciwka, wzdłuż ulicy
biegacze – jacy piękni w swoim zawziętym joggingu itd. Do teraz
mnie trzyma. Kiedyś nie miałem pojęcia, że to takie proste.
Ocean, jak potężny magnes, przyciągnął mnie nad swój brzeg. Głowa tego nie wymyśliła. Zostałem tu i chłonę jego moc. Żywioł ucisza umysł, wiatr wymiata myśli. Teksty te są subiektywnym czytaniem znaków stąd, a także odkrywaniem magicznych miejsc, którymi PORTUGALIA - gdzie zacumowałem - hojnie częstuje na każdym kroku. Z głębi serca zapraszam każdego do zaplanowania własnego spotkania z tym urzekającym krajem.
15 listopada 2015
14 listopada 2015
Dzieci Atlantydy
13 listopada 2015
Moja Portugalia
Codziennie kiedy budzę się rano,
pierwsze co robię to kieruję wzrok na Ocean. Jest na wyciągnięcie ręki. Mój dom
stoi na klifie trzysta metrów od plaży. Widzę przed sobą nieograniczoną przestrzeń i za
każdym razem odczuwam przede wszystkim wdzięczność. Na dzień dobry dostaję
ogrom, bezkres, obfitość. Wcześniej odczuwałem podobnie, uświadamiając sobie
potęgę światła słonecznego jako niewyczerpanego źródła mocy. Teraz mam do
pełnej dyspozycji zarówno Słońce jak i Ocean, które w połączeniu stanowią
niewyobrażalną siłę. Wystarczy poddać się działaniu tej energii. Wystarczy jedynie
się z nią stopić i być. Ocean mówi do nas bez przerwy. Jest aż tak szczodry. To, co mówi do mnie, podaję dalej.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)